
Zapraszam więc do wspólnej noworocznej wycieczki po Wiedniu...
Centralna część miasta zajęta jest przez jarmarki noworoczne (Neujahrsmarkt) złożone z licznych drewnianych „domków”. Ulice są pełne ludzi. Wiedeńczycy i goście popijają przepyszny punsch, podawany w specjalnych, okazjonalnych kubkach zwykle ozdabianych ilustracjami wiedeńskich zabytków, portretami austriackich kompozytorów czy specjalnie zaprojektowanym logo. Jest co najmniej 20 smaków punschu (sprawdziliśmy!), ale i tak moim zdaniem najsmaczniejszy jest tradycyjny punsch (na który przepis po wypróbowaniu na pewno opublikuję). Kulinarną tradycją jarmarków świątecznych i noworocznych są pieczone kasztany (bardzo smaczne, ale dość ciężkie na trawienie) podawane najczęściej w papierowych rożkach, zajadane przez przechodniów leniwie snujących się pomiędzy kramikami Marktu.
Główne
jarmarki umiejscowione są na placu Ratuszowym, w uliczkach
promieniście odchodzących od placu katedralnego (Stephansplatz)
otaczającego katedrę św. Szczepana (głównie Kärntner
Straße i Graben Straße- czyli jednych z droższych i
bardziej wystawnych ulic handlowych Wiednia), na dziedzińcu Pałacu
Schönbrunn (letniej, wiedeńskiej rezydencji rodziny Habsburgów)
oraz na placach Karlsplatz i Maria-Theresien-Platz i wokół
przepięknego pałacu Belveder.
Centralna część miasta zajęta jest przez jarmarki noworoczne (Neujahrsmarkt) złożone z licznych drewnianych „domków”. Ulice są pełne ludzi. Wiedeńczycy i goście popijają przepyszny punsch, podawany w specjalnych, okazjonalnych kubkach zwykle ozdabianych ilustracjami wiedeńskich zabytków, portretami austriackich kompozytorów czy specjalnie zaprojektowanym logo. Jest co najmniej 20 smaków punschu (sprawdziliśmy!), ale i tak moim zdaniem najsmaczniejszy jest tradycyjny punsch (na który przepis po wypróbowaniu na pewno opublikuję). Kulinarną tradycją jarmarków świątecznych i noworocznych są pieczone kasztany (bardzo smaczne, ale dość ciężkie na trawienie) podawane najczęściej w papierowych rożkach, zajadane przez przechodniów leniwie snujących się pomiędzy kramikami Marktu.
Najbardziej znany i najbardziej okazały jest jednak Jarmark Ratuszowy. Początkowo od 24 listopada do 26 grudnia na placu przed Ratuszem znajduje się jarmark świąteczny (Christkindlmarkt), a neogotyckie okna budynku Ratusza spełniają funkcję ogromnego kalendarza adwentowego (Wiener Adventzauber), w którym codziennie odsłaniane są kolejne okna, aż do największego, położonego centralnie okna odsłanianego 24 grudnia.
Zaraz
po Świętach, od 27 grudnia jarmark bożonarodzeniowy przeradza się
w jarmark noworoczny (wspomniany już Neujahrsmarkt), a od 2 stycznia pod Ratuszem otwierane jest
ogromne, odkryte lodowisko, z wieloma alternatywnymi trasami.
Z okazji nadejścia nowego roku Austriacy pozdrawiają się życząc sobie wzajemnie “Prosit Neujahr!” (pomyślnego nowego roku). Słowo “Prosit” kojarzyć się może z polskim prosiakiem...i nie bez powodu... Dobrze odżywiony prosiak jest bowiem w Austrii symbolem sytego, dostatniego roku.
W
Nowy Rok Austriacy zwyczajowo obdarowują się symbolicznymi
prezentami. Zazwyczaj są to nieduże szklane, plastikowe, bądź
drewniane figurki przedstawiające symbole szczęścia i powodzenia w
nowym roku (“Prosity”). Najczęstszym symbolem jest oczywiście
świnka/prosiak, ale popularne są także koniczynki, muchomory,
biedronki, kominiarze, podkówki i drobne monety.
Wszystkie te prezenty, przechowywane w domu lub noszone w portfelu mają zapewnić dostatek i szczęście przez cały rok. Dzieci (ale i nie tylko) często otrzymują upominki w postaci czekoladek w kształcie podkowy, koniczynki czy jednoeurówek. Prezenty daje się nie tylko najbliższej rodzinie, czy przyjaciołom, ale i osobom bardziej lub mniej obcym, ważne, że spotkanym w tym właśnie dniu (my np. w 2012 roku otrzymaliśmy je od organizatorów balu sylwestrowego). Prezenty noworoczne w najróżniejszych rozmiarach i formach stanowią główny (poza punschem) asortyment kramów na noworocznych jarmarkach.
Najbardziej jednak oryginalnym akcentem noworocznym są nakrycia głowy. Nie jest niczym dziwnym zobaczenie na ulicy przechodnia noszącego na głowie ogromny czarny cylinder, rogi łosia, nauszniki z koniczyną, czy nawet całego prosiaka...oczywiście pluszowego. Podczas gdy turyści obserwują te oryginalne czapki z mieszanką zdziwienia i kpiny, Austriacy są z nich dumni, a przede wszystkim dobrze się bawią.
Jeśli
ktoś znajdzie się przypadkiem w okresie od 24 listopada do 2
stycznia w niemieckim lub austriackim mieście polecam wyprawę na
Markt- niezapomniana atmosfera (i smak punchu;)). Mam nadzieję, że (powoli przyjmująca się u nas) tradycja jarmarkówświątecznych na stałe wpisze się w krajobraz polskich miasteczek, bo ma to naprawdę wyjątkowy urok i znacznie lepiej pozwala poczuć świąteczny klimat, niż plastikowe choinki i “Last Christmas'y”puszczane w centrach handlowych już od października.
“Nieco”
droższą, jednak wartą swej ceny atrakcją są także coroczne,
wykonywane nieprzerwanie od 1939 roku wiedeńskie koncerty
noworoczne, tradycyjnie grane (30, 31 grudnia i 1 stycznia) przez
ogromną i nadzywczaj utytułowaną orkiestrę Filharmonii
Wiedeńskiej. Jeśli jednak nie udało nam się zarezerwować
miejsca rok wcześniej, nie mieliśmy szczęścia w losowaniu biletów
lub nie mieliśmy na zbyciu drobnej sumy (30 euro za miejsce stojące,
zaś za siedzące od 100 do 940 euro) nic straconego, ponieważ
koncerty te są drogą telewizyjną i radiową, a także przez
Internet transmitowane na cały świat.

Postów jest niewiele, ale bardzo ciekawe, zapraszam po odbiór wyróżnienia.
OdpowiedzUsuńBardzo dziękuję za miłe słowa i za wyróżnienie, niebawem przekażę je dalej :)
UsuńCompletely like me...I have the same feelings about the Christkindl ;)
OdpowiedzUsuńso viel gemeinsam ...
UsuńO, artykuł o Austrii!!! :) jak fajnie, bardzo fajny i ciekawy tekst!!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
-Monika
Dzięki, tekst specjalnie dla Ciebie :)
UsuńBardzo fajny post! Nie wiedziałam w ogóle, że to tak wygląda. Chyba wybiorę się zimą do Austrii nie na narty, ale na jarmark świąteczny, bo te nasze, to na razie jeszcze "bida z nędzą", ale może kiedyś i my ich dogonimy...
OdpowiedzUsuńpolecam! :)
Usuńmoże u nas się będzie też w tym kierunku zmieniało... jarmark na Starówce i pod Pałacem też mi się podobał ;)
świetny wpis i zdjęcia ;)Bardzo ciekawe i inne tradycje, zaskakująco inne tradycje jak na taką bliskość terytorialną, w końcu Europa jest taka mała...
OdpowiedzUsuńa jednak... ;)
Usuńbędąc ostatnio w Hiszpanii przekonałam się nawet, że Polska ze Słowacją i Czechami znacznie się w niektórych aspektach kultury i tradycji różnią ;)
...ale "dogadać się idzie" :P
ja bardzo lubię poznawać sposoby świętowania i imprezowania w różnych karajach i kręgach kulturowych-jest to dla mnie niesamowicie ciekawe, bo "co kraj to obyczaj", a ponadto wspólne fetowanie bardzo zbliża z "tubylcami" i pozwala naprawdę ich poznać :)
Jejku, fajne i ile wiadomości :) Oj, żeby tylko mieć urlop, to jadę z Tobą!!!!!!!
OdpowiedzUsuńale fajne, nie wiedziałam... a wydawałoby się, że obchodzą święta tak samo jak my :)
OdpowiedzUsuńU nas też jest jarmark i to w wielu miastach z tego co wiem i choć to nie z naszej kultury zapożyczone, to mi się podoba :)
OdpowiedzUsuńFajny post, teraz nie zdążę go przeczytać, ale wrócę, obeicuję, bo bardzo mi się temat podoba. Pozdrawiam, Paweł.
OdpowiedzUsuń